Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/do-postawic.suwalki.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
58

Tak długo siedział wpatrzony w monitor z danymi z Kalifornii, że rozbolały go plecy, ale

58

baseballowe, spod których nie widać włosów.
wewnętrzne podwórze – kwadrat otoczony z dwóch stron rzędem drzwi do pokojów. Na
zdenerwowany.
Przyglądała mu się krytycznie. Facet wyraźnie oszczędzał jedną nogę. O co mu chodzi,
A tam, na stercie zużytych chusteczek, leżał ostatni test ciążowy w charakterystycznym
Jayem, jeśli akurat wykładał kryminologię. Wtedy zatrzymywał się u niej. Większość czasu
– Wątpię. Nie ma jeszcze wyników DNA, ale idę o zakład, że nie polizał koperty. Każdy
– No dobra, do Phyllis, astrologa. Takiej od znaków zodiaku, ascendentów, faz Księżyca i
w wydziale chciałby zobaczyć, jak idziesz na dno.
Bentz rozejrzał się po parkingu i zobaczył samochód – srebrzysty chevrolet impala z
– Nie musisz niczego wiedzieć.
przeciwny pas. Dodała gazu i minęła klatki, w których cisnęły się nieszczęsne ptaki, gubiąc po drodze pióra. Gdy zrównała się z kabiną ciężarówki, kierowca, wieśniak z kurzej farmy, uśmiechnął się do niej szeroko i zatrąbił, próbując ją poderwać. Akurat! Atropos uśmiechnęła się nieprzyzwoicie i zepchnęła skurwiela na pobocze, gdy nagle zobaczyła nadjeżdżający z przeciwka samochód. Bezczelnie zajechała ciężarówce drogę, za co znów została obtrąbiona. Odwal się, pomyślała, przyspieszając. Przypomniała sobie przerażenie Sugar Biscayne. Dziewczyna zaczyna odchodzić od zmysłów, już jej się miesza w głowie. I dobrze! Całe życie pragnęła należeć do Montgomerych, niech teraz pozna, co znaczy być jedną z nich. Atropos nie żywiła do niej szczególnych uprzedzeń. Po prostu wymierzy sprawiedliwą karę każdemu, kto ma jakikolwiek związek z pieniędzmi Montgomerych... Czy nie tego Sugar zawsze chciała? Żeby traktować ją jak prawowitego członka rodziny? Wreszcie jej marzenie się spełni. Dostanie dokładnie to, co inni. Atropos włączyła radio... leciała akurat piosenka... kto to śpiewa? Def Leppard... tak, to oni. Pour Some Sugar On Me. Posyp mnie cukrem? Tak, to jest pomysł. Cholernie dobry pomysł. Rozdział 17 Opowiedz mi o wypadku na łodzi - zaproponował Adam, gdy Caitlyn usadowiła się na kanapie. Już nie czuła się tak bardzo nieswojo przy nowym terapeucie, choć jeszcze nie całkiem swobodnie. Ale na pewno nie dlatego, że Adam jest przystojny i cholernie seksowny, przekonywała samą siebie. I nie dlatego, że kryje się w nim jakaś tajemnica. - Co się wtedy stało? Wróciła pamięcią do tamtych wydarzeń, przypomniała sobie gładkie morze i kłęby chmur, ale daleko na horyzoncie. Wydawały się odległe. Było tak spokojnie. Tak cicho. - Wybrałam się na łódkę z moją siostrą, Kelly. Popłynęłyśmy tylko we dwie. Skończyłyśmy właśnie dwadzieścia pięć lat i mogłyśmy wreszcie zacząć korzystać z pieniędzy zgromadzonych w funduszach inwestycyjnych. Kelly kupiła sobie tę łódź w prezencie. Caitlyn przywołała wspomnienie gorącego, parnego dnia. Zapowiadał się wspaniale. - Dokąd pojedziemy? - dopytywała się, a Kelly tylko pokręciła głową. - To niespodzianka. - Nie jestem pewna, czy lubię niespodzianki. - Przestań psuć zabawę. Przynajmniej raz się wyluzuj. No chodź. - Udało się jej zaciągnąć Caitlyn do samochodu. Pojechały na przystań. Na miejscu Kelly wepchnęła jej do ręki torbę plażową i wyjęła z bagażnika lodówkę turystyczną. - Wynajęłaś łódkę? - spytała Caitlyn, gdy szły po rozgrzanym od słońca molo. - Nie wynajęłam. - Co to znaczy? - Kupiłam sobie prezent urodzinowy. - Zatrzymała się przy wyciągu, gdzie stała przycumowana łódź motorowa z kabiną. - To ten prezent? - zdziwiła się Caitlyn. - Ona jest ogromna. - Wcale nie jest taka wielka. - Czy ty w ogóle potrafisz tym kierować? - Sterować. Oczywiście. Wzięłam lekcje. Pośpiesz się, bo spóźnimy się na przyjęcie.
Od lat słyszała plotki, że jej matka, która była nieślubną córką Benedicta, romansowała z Cameronem Montgomerym, swoim bratem przyrodnim. Boże, jakie to chore! Na samą myśl, że może pochodzić z tego związku, robiło jej się niedobrze. Oznaczałoby to, że w jej żyłach krąży więcej krwi Montgomerych niż w żyłach prawowitych członków rodziny. Prawowici! A to dobre. Jeśli chodziło o Montgomerych, to według niej nic w tej rodzinie nie było prawowite. Wszyscy tylko udawali, że pracują, i żyli z cholernych funduszy powierniczych, a Biscayne’ów traktowali jak śmieci lub jeszcze gorzej, jak trędowatych. Czy Cameron był jej ojcem? Sugar nie miała pojęcia. Druga możliwość też jej nie zachwycała, bo Earl Dean Biscayne był gnojkiem najgorszego sortu, kłamcą i strasznym chamem. Trzymał ich wszystkich krótko, a za nieposłuszeństwo karał biciem. Sugar nie rozpaczała, że zniknął bez śladu. Mniej więcej w tym samym czasie zginęła matka, tu, w tym miejscu, w płonącej przyczepie. Straż pożarna stwierdziła, że przyczyną pożaru było zaprószenie ognia od papierosa, ale Sugar wiedziała, że matka nie zasnęłaby z papierosem w łóżku. Prawie nigdy nie paliła w domu, a jeśli już, to tylko w kuchni. Earl Dean nawet nie pojawił się na pogrzebie. Ale on nigdy nie dbał o pozory, więc nikt się specjalnie nie zdziwił. Tyle że Earl Dean nie pojawił się nigdy więcej. Niektórzy gadali, że dowiedział się o zdradzie Copper, zabił ją i zwiał. Może i tak. Ale jeśli nie Earl Dean był jej ojcem, to musiał nim być Cameron. Wolała się nad tym nie zastanawiać, wolała też nie myśleć o chorobach psychicznych nękających klan Montgomerych, bo sama miała być może podwójną liczbę złych genów. Czasami nie potrafiła zebrać myśli, szwankowała jej pamięć, świat zdawał się walić, miała wrażenie, że przez jej głowę biegną druty elektryczne. Ogarniało ją wtedy śmiertelne przerażenie. Ale teraz wszystko działało jak trzeba, wszystko było w najlepszym porządku. Trzeba zadzwonić do tego prawnika. Niech się wreszcie przestanie obijać i mocniej naciska na zawarcie ugody. Czas, żeby zaczął zarabiać na te swoje dwieście dolarów za godzinę. Jeśli Flynn Donahue nie da rady, to jest jeszcze jeden sposób na wyciągnięcie pieniędzy od Montgomerych. Jeśli nie da się legalnie, pójdą inną drogą. Dickie Ray z ochotą zajmie się nimi „bardziej osobiście”, jak to określił. „Pozwól mi zająć się tymi bo-gatymi snobami po mojemu”, mawiał ze złym uśmieszkiem. To ją niepokoiło. Do tej pory powstrzymywała go. Ale może trzeba będzie popuścić nieco smycz. Jeszcze raz rozejrzała się po podwórku, pociągnęła z prawie pustej butelki. Rury zajęczały przeraźliwie: to Cricket zakręciła wodę w łazience. Sugar wstała i znów przypomniał się jej ten telefon. Może to nic takiego, zwykły głupi żart. Ale czuła, że to coś więcej. Coś czaiło się w pobliżu, skrywało w długich cieniach kładących się na bagnach, przemykało wśród trzcin i pałek wodnych. Coś złego. Przerażającego. Caesarina też to czuła. Podniosła łeb i zajęczała niespokojnie. Może to tylko szwy na szyi dały o sobie znać, ale Sugar zadygotała przerażona. Gdzieś tu czaiło się zło. Znów usłyszała ten głos: „To ty idź do diabła”. Atropos pędziła jak szalona. Wiatr rozwiewał jej włosy. Adrenalina buzowała w żyłach. W głosie Sugar Biscayne wyczuła strach, przerażenie. Boże, ale odlot! Mała bękarcica dostaje za swoje, i to nieźle!
– He to już czasu? Jedenaście lat? Dwanaście?

internetowych miejscowych usługodawców i zaprosiła go na swoją stronę: BigMama. com.

własnym a cudzym ciałem. Delikatnie cofnęła się więc i odgarnęła włosy. Zdawała sobie
mogła zaszkodzić. W końcu był wtorkowy wieczór, całkiem zwyczajny wtorkowy
Zastanawiał się, co u Rainie. Chciałby wierzyć, że można do niej bezpiecznie
najbliższymi. Może za tydzień lub dwa.
Rainie nic nie odpowiedziała. Nie znajdowała słów, żeby go pocieszyć.
górną wargę papierową serwetką. Sandy wcale nie była pewna, czy go lubi. Wydawał się zbyt
Rainie weszła do restauracji i skorzystała z automatu zawieszonego w korytarzu.
– Jeszcze raz: gdzie pan był w chwili rozpoczęcia strzelaniny?
Rainie Conner oczarowała go. Stała się jego osobistą bohaterką. Dodała uroku całemu
– Nie masz tu nic do powiedzenia. Mogę go przesłuchać bez twojej obecności, a już na
– Czymś w tym rodzaju.
- Kto ma dostęp do twojego prywatnego numeru telefonu? - spytał Everett,
- Ta uparta szczęka i te zdecydowane kości policzkowe...
Odwróciła się i od razu go zauważyła. Uśmiechnęła się radośnie. Dopiero po chwili się
zamordowana. Prawdopodobnie była pierwszą ofiarą tego zabójcy.

©2019 do-postawic.suwalki.pl - Split Template by One Page Love